Skutek i Przyczyna
Żalił się wielce Skutek do Przyczyny:
Narzekają na mnie tylko z pani winy,
przez co nie mam w życiu żadnego powodzenia,
gdy tylko mnie zobaczą, mówią „do widzenia”.
Opluwają mnie okrutnie z każdej strony,
a ja nie mam nic do swej obrony.
Nie chcą mnie widzieć, wytykają mnie palcem,
jakbym w pysznym cieście był zgniłym zakalcem.
Dlaczego mam płacić za panine balety,
które nie mają ani jednej zalety?
Nawet wiewiórki o tym ćwierkają,
że panine orgie tylko zło rozsiewają.
Pani się w nich pławi, a ja baty biorę
jak za obrzydliwą psubratów sforę.
Panią powinno się tępić niczym zarazę,
a o mnie by nie mówiono, że budzę odrazę.
Gdyby nie pani, mnie wcale by nie było
i jakże uczciwie by mi się żyło
gdzieś w kąciku, nikt by o mnie nie słyszał,
miałbym święty spokój – cisza, cisza, cisza...
Mnie wytępić trudno – rzecze Przyczyna –
ja mam korzenie, koneksje, nie moja to wina.
Lubią mnie, szanują, a nawet kochają,
zwłaszcza bogaci we mnie się tarzają.
A skoro już jestem, to i pan być musi,
jak nieodrodny synek swojej mamusi.
To nie ja płacę za rozpustników psotki,
od tego pan jest, mój zbawicielu słodki.
Ja jestem ponętna, z pana zaś brzydactwo,
któż przedłoży szpetotę nad miłe łajdactwo?
***
Sekret wiecznej młodości
Pewna panienka, piękna i młoda,
żaliła się, że młodości jej szkoda:
Jest taka przecudna, same w niej przyjemności,
a młodość nie dotrwa przecież do późnej starości.
Choćby nie wiem, jak się starać,
nie oszuka się zegara! [end]
Co tu robić? – martwiła się przygnębiona,
ciągle w zegar i w lustro zapatrzona.
Jakaś zmarszczka tuż pod okiem się wyłania,
to już doprawdy rzecz nie do wytrzymania.
Pochlipując wygraża nie wiadomo komu,
nie znajduje miejsca nawet we własnym domu.
Pęta się bez nadziei po różnych wertepach,
nie łudzi się, że ratunek znajdzie w sklepach.
Przeklęła już na zawsze wszystkie kosmetyki,
jakie produkują rozmaite fabryki,
żerując na powszechnej kobiecej naiwności,
że dobry makijaż przyda im młodości.
Ja tu tony kremu w twarz sobie wklepuję,
ale poprawą to wcale nie skutkuje -
pomstowała pełna rezygnacji,
gotowa dostać serca palpitacji.
Wreszcie wpadła na pomysł oryginalny,
który uznała wręcz za arcygenialny.
Serdecznej przyjaciółce zwierzyła się z niego skrycie:
Za zdobycie sekretu wiecznej młodości oddam własne życie.
***
***************************************************
A propos gorących zmian!
Zwierzenia z wyższych sfer politycznych
Trudno nam powiedzieć, jak doszło do tego, co nie doszło, a do czego dojść miało, tak hucznie zresztą przez nas zapowiadane. A staraliśmy się uczciwie i rzetelnie dojść. Jednak nie doszliśmy.
Po głębokich jak księżycowe kratery przemyśleniach znaleźliśmy przyczynę tej nieprawdopodobnej sytuacji,
Otóż dopatrujemy się, że na naszym niepowodzeniu zaważył brak wpływu Księżyca na pewnych ludzi, który to dawno, dawno temu zdarzyło się nam ukraść. Wiadomo bowiem powszechnie, że wpływ Księżyca ma bardzo duże znaczenie na ziemskie życie.
Cóż, zdarzyło się - i tyle. Każdemu zdarza się czasem coś ukraść w naszym kraju. A mocne bicie się w piersi może skutkować złamaniem żeber i długotrwałym poszukiwaniem szpitala, który jeszcze jako tako się u nas nie chwieje.
Nie chcemy się tłumaczyć, że to my właśnie namówiliśmy szanownego pana imć Kornela do porwania Księżyca. Już w kołysce byliśmy cwani, a tym bardziej teraz. Wówczas jednak nie znaliśmy sposobu, jak ten Księżyc ukraść. No i pan Kornel był uprzejmy nam podpowiedzieć, jak to zrobić. Widać sam nie miał odwagi tego uczynić, ale o tym zamyślał.
Długi czas trzymaliśmy Księżyc w komórce pod schodami wiodącymi do piwnicy w naszym domu, a gdy dorośliśmy, przenieśliśmy go na naszą zakodowaną stronę internetową. Nawiasem mówiąc, adres tej strony niedawno znaleźli hakerzy, oczywiście włamali się, ale – nieprawdopodobne wręcz – zostawili Księżyc w spokoju, nie podkradli go nam. Czyżby czegoś się wystraszyli? Widać coś musi być na rzeczy.
Teraz jednak, w obliczu bezksiężycowej sytuacji w naszym państwie łgarskim, jesteśmy przekonani, że brak Księżyca na firmamencie mógł jednak niektórym tęgo namieszać w głowach. I stąd wszelkie nieporozumienia. A nam jakoś trudno bratać się z ludem, który się nie uśmiecha.
Wiemy zaś skądinąd, że bardzo wielu szanownym obywatelom nawet na śmiech nie starcza, ubolewamy nad tym, bo przecież najpierw wszelkie rachunki – prąd, gaz, woda, komornik, śmieci, sejm, senat, znowu komornik, ale tym razem z policją, pomińmy już operę, bo to tylko dla wyższych umysłów. A tu jeszcze codziennie trzeba przecież coś jeść, o piciu nie wspomnimy, żeby choćby Francuzi o nas brzydko nie mówili.
I tak sobie myślimy, że za tym, iż nie doszliśmy do tego, do czego dojść chcieliśmy, stoją właśnie ci niektórzy. Popadli w jakąś paranoję. Widzieli już siebie na rozmaitych wysokich stołkach, ale raptem okazało się, że mają za krótkie nóżki, co już nie jest naszą winą. A cała rzecz w tym, że aby siedzieć wysoko, to trzeba mieć dobre oparcie na dole – wszak to podstawowe prawidło bynajmniej nie księżycowej polityki. Widać jednak nawet bez słynnego przyrządu pana Hilarego, że ci niektórzy nie potrafią tej prostej rzeczy pojąć. I dąsają się. Nawet potrafią się dziwić, że jak to się dzieje, iż Słońce jeszcze świeci. No, proszę państwa łgarskiego, na Słońce to my się jednak nie porwiemy. W ogień to my swoich łap nie wsadzimy, aż tacy głupi nie jesteśmy.
Ponieważ jednak mimo wszystko czujemy się w pewnym stopniu odpowiedzialni za taki stan rzeczy, widzimy wyjście z tego, do czego szliśmy, a nie doszliśmy.
Otóż udało nam się ostatnio wypracować złotą srebrną formułkę dla owych niektórych. Myślimy więc sobie z bratem, że powinna ich uszczęśliwić – niech idą przez życie najprostszą drogą, wtedy najszybciej dojdą się do jego kresu. My zaś weźmiemy na swe barki tę długą drogę, krętą i wiodącą pod górę. I jak już spokojnie dojdziemy do szczytu, zwrócimy ludziom ten Księżyc, umieścimy go na jego odwiecznym miejscu. I wszyscy od tego momentu będziemy żyli długo i szczęśliwie. Zamierzamy bowiem pójść tam, gdzie nie chcemy, a wtedy nie dojdziemy tam, dokąd chcemy. Dobitnie utwierdziły w nas w tym przekonaniu ostatnie wybory samorządowe.
Pozdrawiamy - Jacek i Placek